Archive for the ‘Motoryzacja’ Category

Czarne kule – bat na kierowców

Czym są owe czarne kule, które od dłuższego czasu straszą naszych kierowców na polskich skrzyżowaniach? Są to urządzenia rejestrujące, których zadaniem jest monitorowanie przejazdów samochodów na światłach. Nazwa czarne kule wzięła się stąd, że wyglądają one jak takie rzeczywiście czarne kule, w których wnętrzu są zainstalowane kamery podłączone do świateł. Jeśli światło czerwone się zapali, automatycznie włącza się czujnik ruchu, który fotografuje każdy pojazd wjeżdżający na czerwonym świetle na skrzyżowaniu. Jeśli chodzi o ocenę moralną instalacji takich urządzeń to jest ona podzielona. Z jednej strony oczywiście, zmniejsza to ilość wypadków. Takie czarne kule jeśli zrobią komuś zdjęcie, to wiąże się to z kosztami rzędu kilkuset złotych, co skutecznie odstrasza kierowców. Owszem, jest więc usprawiedliwione to, że zostały zainstalowane. Z drugiej jednak strony niezrozumiałe jest to, że po ich zainstalowaniu dokonuje się zmiany częstotliwości zapalania się poszczególnych świateł, co skutecznie zwiększa ilość osób sfotografowanych. W niektórych miastach taki proceder był dość często stosowany. Jadąc więc samochodem, musimy uważać na to, że tuż po zapaleniu się światła zielonego z powrotem może się zapalić światło czerwone, i wtedy jest duże prawdopodobieństwo że dojdzie do sfotografowania. Z drugiej strony wątpliwości budzi fakt, że urządzenia te są bardzo dokładne. Czasem kierowca w przeciągu ułamku sekundy nie jest w stanie ocenić, czy wjechać na skrzyżowanie czy się zatrzymać. Może on bowiem przejechać na żółtym, jeśli wiązałoby się to z gwałtownym hamowaniem. Tymczasem jest to przepis bardzo ogólny, wymagający dokładniejszego określenia.

Fotoradar – jak uniknąć kary?

Tytuł tegoż tekstu jest dosyć kontrowersyjny. No bo jak sobie poradzić z fotoradarami, które straszą kierowców słusznie albo i nie na wielu polskich drogach. Tymczasem kierowcy znaleźli wiele nieskutecznych sposobów, które mają niby spowodować, że unikniemy zrobienia nam zdjęcia. Pierwszym takim sposobem jest zamazywanie tablic rejestracyjnych specjalną substancją. Jest ona przezroczysta, ale ponoć dla światła płynącego z lampy błyskowej fotoradaru ma ona stanowić zaporę nie do przebycia. Wszystko dlatego, że światło będzie się od powierzchni pokrytej tą substancją odbijać, przez co zobaczymy na zdjęciu zamiast naszych numerów rejestracyjnych, odblask który uniemożliwi jakąkolwiek identyfikację. Dlatego też wielu ludzi na ten sposób dało się namówić, często płacąc duże pieniądze na tego rodzaju środki. Tymczasem okazywało się, że są one nic nie warte i nie dość, że zapłacili oni za te oto środki, to jeszcze zapłacili często bardzo wysokie mandaty. Mogliśmy też spotkać się z twierdzeniem, że zdjęcie w fotoradarze nie będzie wykonane jeśli będziemy dostatecznie szybko się poruszać. Jest to jednak kłamstwo, które podważa sama fizyka. Światło z lampy błyskowej biegnie bowiem z prędkością światła, i nasze nawet i 500 kilometrów na godzinę nic nie znaczy, w porównaniu z 300 000 kilometrów na sekundę prędkości światła. Jest jeden, najskuteczniejszy sposób na fotoradary. Jest to nic innego jak tylko jazda z mniejszą prędkością. Taka jazda jest najbardziej opłacalna. Z jednej strony palimy mało paliwa, a z drugiej nie płacimy mandatów. Niestety rzadko kierowcy korzystają z tego typu zabezpieczeń, które dają najwięcej pożytku.

Jak otworzyć zamarznięty zamek w aucie?

Często podczas zimy stajemy przed trudną operacją jaką jest otwarcie zamarzniętego zamka. Okazuje się, że niejednokrotnie kierowca nie wie co zrobić w takiej sytuacji. Czy więc lepiej zaatakować zmarznięty lodem zamek i próbować go odkuć kluczykiem czy zdobyć się też na odrobinę wyobraźni i spróbować czegoś innego? Najlepiej pomyśleć trochę. Na rynku jest pełno różnych substancji odmrażających zamki. Owszem, są one dosyć skuteczne, ale przecież musielibyśmy je nosić ze sobą, aby odnieść sukces. Tymczasem wielu ludzi nie ma na to ochoty. Pozostaje więc sposób bardzo prosty, a więc noszenie zapalniczki. Dzięki niej rozgrzewamy kluczyk naszego samochodu a następnie wkładamy go do zamka. Możemy być pewni, że po krótkim czasie ten zamek w końcu popuści. Nie będzie to też trwało zbyt długo, jeśli powtórzymy tą czynność kilkakrotnie. Wtedy dopiero będziemy mogli na spokojnie wejść do naszego pojazdu i odjechać sobie samochodem w ciepłym i wygodnym wnętrzu. Owszem, mróz to nie tylko zmarznięte zamki ale też inne problemy jak chociażby utrata mocy przez akumulator. Na nieszczęście nie da się temu zjawisku skutecznie przeciwdziałać, jeśli nie możemy naszego akumulatora zabrać do domu. Często bowiem w pracy jesteśmy na nocnej zmianie, a to już oznacza spore problemy ponieważ wtedy jest przeważnie najzimniej. Zamarznięte zamki to dość częsty problem. Uniknięcie go nie zawsze jest możliwe, choć można zminimalizować zagrożenie nie dopuszczając do tego, aby nasze zamki nabrały wilgoci z zewnątrz.

Centralny zamek – podchwytliwe zagrożenie

Centralny zamek, który coraz częściej jest na wyposażeniu naszych samochodów, może być przyczyną sporych problemów. Po pierwsze, brak w tym momencie kluczyka z nadajnikiem może poważnie utrudnić nam dostęp do samochodu. Po drugie trzeba zawsze uważać na to, żeby kluczyków nie zostawiać w stacyjce po wyjściu z samochodu. Szczególnie interesująca jest ta druga opcja, ponieważ centralny zamek ma to do siebie, że zamyka się po dłuższej nieobecności kierowcy sam od siebie. Tymczasem taka praktyka może niejednokrotnie sprawić że nie wejdziemy do własnego samochodu. Zostawiamy kluczyki w stacyjce, odchodzimy gdzieś, drzwi się same zamykają a my zostajemy na lodzie – ilu już ludzi tego stanu doświadczyło. Warto więc pamiętać o kilku podstawowych rzeczach. Po pierwsze zawsze warto przy wychodzeniu z auta wyciągać kluczyki. Robimy to nie tylko aby uchronić zablokowania go przez automatyczny centralny zamek, ale też ze zwyczajnej ochrony przed włamywaczami i złodziejami. Warto też zainwestować w drugą parę kluczy, która wraz z nadajnikiem będzie nam od czasu do czasu towarzyszyć. Lepiej więc będzie, jeśli będziemy o tym pamiętać. Niektórzy też starają się mieć cały czas otwarte szyby, ale jest to dobre rozwiązanie wyłącznie wtedy, kiedy mamy nasz samochód blisko naszych oczu. Wtedy na pewno nikt isę nie włamie i nie będziemy przy okazji musieli wchodzić do naszego pięknego samochodu siłą poprzez wybicie szyby, co wiąże się oczywiście z kosztem i unieruchomieniem auta na dłuższy czas u mechanika samochodowego.

Fotelik dla dziecka

Małe dziecko potrzebuje w samochodzie dodatkowej opieki. Szczególnie, gdy ma mniej niż 12 lat. Oczywiście wielu kierowców na to zwraca uwagę. Zdarza się jednak, że są i tacy którzy nie potrafią zrozumieć że coś się dziecku może stać. Tymczasem za brak fotelika dla dziecka może nam grozić mandat i to nawet całkiem spory. Zresztą przyjrzyjmy się dlaczego. Otóż przy uderzeniu samochodu w inny samochód (no bo pomijamy zderzenie z na przykład TIR-em) powstaje siła, która odrzuca pasażerów obydwu aut do przodu. Jest to siła bezwładności, a na człowieka w tym momencie działa przeciążenie. Obojętnie, czy jest to małe dziecko, czy dorosły człowiek i tak obydwaj polecą do przodu. Z tym jednak, że człowiek dorosły ma dużą masę, dzięki czemu uderzy głową w szybę lub w deskę rozdzielczą (chyba że ma pasy). Dziecko zaś, ważące te kilka, bądź kilkadziesiąt kilogramów może nawet i polecieć w powietrzu, co można zauważyć na specjalnych pokazach, które w związku z bezpieczeństwem kierujących i podróżujących organizują różne podmioty, w tym też Policja. Fotelik dla dziecka jest niezbędny, aby zatrzymać dziecko w miejscu i nie pozwolić mu na wylot z swojego miejsca w kierunku szyby. Fotelik taki jest specjalnie skonstruowany pod masę dzieciaka. Im jest ono większe, tym większa siła będzie działać na foteli gdy dziecko będzie się z niego wyrywać podczas uderzenia. Dlatego więc monitorując wagę dziecka trzeba kupować specjalnie pod niego wspomniane foteliki, a bezpieczeństwo jego będzie w 100 procentach zapewnione podczas uderzenia.

GPS – inteligentny kłamca

GPS to znany wszystkim standard, który pozwala drogą satelitarną określić naszą pozycję na mapie świata. Oczywiście jest to usługa darmowa, która jest jakby nie było udostępniania przez armię amerykańską. Z tym że oni mają dokładność do metra, my zaś i niekiedy do 15-tu metrów. Oczywiście system ten rozpowszechnił się nie tylko u nas ale i na całym świecie. Nie jest to tylko system, który oferuje nam same korzyści. Może on być powodem wielu wypadków, jeśli nie potrafimy z niego normalnie korzystać. Dlaczego tak jest? Otóż dlatego, że człowiek często zamiast własną intuicją i zdrowym rozsądkiem kieruje się GPS-em. To zaś niejednokrotnie bywa zła droga. Często się zdarza, że GPS albo na wskutek jakiegoś tam błędu, albo też problemów ze znalezieniem sygnału z satelity wysyła nas gdzieś na manowce. Było już głośno o takich przypadkach, gdzie podróżująca samochodem osoba wjechała do rzeki, bo tak jej kazał GPS a ona po prostu nie spojrzała w swoje otoczenie i nie pomyślała o grożącym jej niebezpieczeństwie. Takie przypadki zdarzają się niestety coraz częściej, choć niewątpliwie oprogramowanie które zarządza naszym GPS-em staje się coraz to bardziej doskonałe. Warto traktować GPS jako dobrego kumpla. Owszem, słuchamy co on do nas mówi, ale nie możemy mu wierzyć do końca. Może się on bowiem okazać kłamcą i tym samym wywieźć nas i nasze auto może nie w rzekę, ale w drogę na której będzie albo zakaz ruchu albo będzie ona zamknięta z innych powodów. Czasem może być to zagrożenie śmiertelne dla nas.

Światła do jazdy dziennej

Dużo ludzi (co zresztą widzimy na naszych polskich drogach) coraz częściej stawia na małe światłą używane do jazdy dziennej. Oczywiście przepisy prawa drogowego mówią o tym, że podczas jazdy w dzień nie można jeździć bez włączonych świateł. Naturalnie nie określają już przepisy tego, czy mają być to klasyczne światła zamontowane już od momentu produkcji w samochodzie, czy też jakieś dodatkowe światła, które możemy zakupić i zainstalować sobie z przodu samochodu, na osobnym włączniku. Mają takie światła jedną podstawową zaletę. Okazuje się, że biorą one znacznie mniej, niż standardowe światła mijania i pozycyjne. Warto przypomnieć wszystkim kierowcom, że włączając światła mijania, również mamy włączone światła pozycyjne co daje nam obciążenie równe jakieś 6 amper. Małe światła do jazdy dziennej biorą kilkakrotnie mniej energii, toteż znacznie zmniejszają obciążenie akumulatora i pozwalają sobie na włączenie dodatkowych odbiorników do obwodu elektrycznego. Akumulator ma określoną bowiem pojemność, a na rynku pojawia się coraz więcej takich odbiorników, jak chociażby przetwornik napięcia z 12 volt znajdujących się w gniazdku zapalniczki samochodowej, do całych 230 volt, które mamy w naszych sieciowych gniazdkach. Dlatego takie światła do jazdy dziennej są bardzo przydatne, choć ich siła światła jest znacznie mniejsza niż świateł mijania. Jak już to było wspomniane, muszą one być na osobnym przełączniku, aby przypadkiem nie włączyć ich wraz ze światłami mijania. Taka jazda jest jednak zabroniona w nocy.

Jazda na podwójnym gazie

Prowadzenie samochodu będąc jednocześnie nietrzeźwym nazywa się w naszym kraju żartobliwie jazdą na podwójnym gazie. Oczywiście osobom, będącym ofiarami takich wypadków nie jest już tak wesoło. Albo bowiem stracili oni swoje zdrowie, albo też swoich bliskich którzy na wskutek pijaństwa kierowców odeszli na tamten świat. Oczywiście zmarli już na ten temat się nie mogą wypowiedzieć. Naturalnie kierowcy, choć nie wszyscy popierają ideę wypicia choć małej ilości alkoholu. Argumentuje się to tym, że nie zrobi nikomu krzywdy jedno 3-procentowe piwo, a tym bardziej nie zrobi ono krzywdy mężczyźnie w sile wieku, szczególnie mającemu dość dobre doświadczenie w piciu alkoholu. Fakt, może rzeczywiście jest to słaba ilość i niewiele tego alkoholu we krwi się ma, ale zawsze wydłuża to czas reakcji kierowcy a czasem przy na przykład dużym upale może spowodować problemy z koncentracją i zawrotami głowy. Zresztą alkohol zawsze przytępia, nawet jeśli jest w małej ilości. Człowiek po jego spożyciu zawsze czuje się inaczej niż przed, staje się on nieczuły na bodźce zewnętrzne w zależności od tego jak dużo alkoholu wypił. Niestety, w naszym kraju statystyki są alarmujące. Najwięcej wypadków robią pijani użytkownicy dróg. Wciąż z okazji na przykład Akcji Znicz widzimy i słyszymy jak wielu kierowców jeździ na wspomnianym podwójnym gazie. Niestety, wciąż jest na to przyzwolenie społeczne, które odziedziczyliśmy chyba jeszcze po czasach komunistycznych. Tymczasem musi się to zmienić, aby zauważyć jakieś różnice i postępy w tej materii.

Kontrowersyjne pasy bezpieczeństwa?

Zauważmy, że pojawił się nowy trend w naszej motoryzacji, a mianowicie to że ludzie zaczynają odwracać się od pasów bezpieczeństwa. Rzecz jasna popierają to masą argumentów. Pierwszy, dość popularny to nic innego, jak tylko twierdzenie że przez pasy bezpieczeństwa wielu ludzi zginęło. Na przykład miała takie miejsce sytuacja, gdy ktoś albo nie potrafił się z samochodu wydostać gdy ten wpadł do wody, albo po prostu zginął w nim gdy wokoło wszystko się paliło. Owszem, taka sytuacja czasem ma miejsce. Zdarza się, że pasy bezpieczeństwa zablokują komuś drogę ucieczki, ale nikt nie liczy tego ile razy pasy bezpieczeństwa uratowały nam życie. Ktoś (zresztą było o tym głośno w internecie) stworzył taki dość ciekawy symulator przeciążeń w samochodzie podczas zderzenia z innym obiektem. Owy symulator był bardzo prosty. Składał się on z fotela samochodowego, przyczepionego do specjalnych szyn i poruszającego się po nich na kołach pod określonym kątem w dół. Cały przyrząd był tak skonstruowany, że przy zatrzymywaniu się osiągał on prędkość około piętnastu kilometrów na godzinę Dzięki temu na osobę przesiadującą w tym symulatorze działało już bardzo silne przeciążenie, które w samochodzie jest kompensowane za pomocą pasów bezpieczeństwa. Nikt nawet nie przypuszcza, jak duża może być to siła. Ludziom się wydaje, że prędkość samochodu wynosząca 15 kilometrów na godzinę jest całkiem bezpieczna. Tymczasem, przy momentalnym zahamowaniu, uderzamy zgodnie z prawami fizyki w szybę głową, z tą właśnie prędkością. Jest to niezbyt przyjemny efekt.

Biopaliwa – czego możemy się spodziewać po nich?

Cały świat zachwyca się biopaliwami. Ludzie wręcz oszaleli na ich punkcie. Co takiego sprawia, że wciąż ten rodzaj paliwa ma aż takie poparcie społeczne? Na pewno jego koszt produkcji i cena. Jeśli nasz samochód pali benzynę 95 której litr kosztuje 5,50 PLN, to chyba zrozumiałe jest że ludzie starają się poszukać jakiegoś innego środka, który mógłby być substytutem naszej kochanej benzyny bezołowiowej. Niestety produkcja biopaliw to nie tylko tanie paliwa i opłacalność, choć są to główne argumenty przemawiające za zakupem i produkcją tegoż rodzaju paliwa. Otóż paliwa odnawialne w postaci biopaliw, to też konieczność zaimprowizowania masy przestrzeni rolnej, która mogłaby być wykorzystana gdzie indziej. Owszem, jeśli do porostu rzepaku używa się jakiś tam nieużytków, to co innego. Jeśli jednak rolnikom opłaca się sadzić rzepak, a rezygnują oni z tradycyjnych na przykład zbóż, to czeka nas z kolei podwyżka cen chleba i produktów opartych na ziarnie zbóż. Oczywiście tej podwyżki, która zresztą już miała miejsce nikt nie zauważa. Wszyscy się cieszą, jak to fajnie że mamy biopaliwa. Może więc lepiej uświadomić sobie prawdę, że nie ma na świecie nic za darmo. Jeśli chcemy mieć biopaliwa to ok, fajnie, ale będzie nas to kosztowało tym, że spadnie produkcja innych roślin i surowców. Nasze auta będą miały czym jeździć, ale nie zawsze my będziemy mieli co jeść. Dlatego też warto zaapelować do rolników i do całego przemysłu rolniczego o nie tylko inwestowanie w rzepak i tym podobne rzeczy, ale o zainteresowanie się też tradycyjnymi uprawami.